Opowieść pewnego wesela

by piotrek1982

Ostatnio brałem udział w uroczystości ślubnej moich przyjaciół.
Jako niezbyt „wierzący” bardziej interesowała mnie cała otoczka,
Ktoś przysnął, ktoś wpadł w ostatniej chwili,
czy ministrant biegający ślamazarnie pomiędzy ławami z tacą na drobne.
na swoich aparacikach.
W pewnym momencie moją uwagę przykuł wynajęty fotograf ślubny.
Przemykał się dyskretnie po świątyni. To tu z zakamarka pstryknął fotę.
To wdrapał się na górną nawę. To cicho w zakamarku podparty o statyw gdzieś tam sobie celował.
Niby nic, jednak zastanowiło mnie jak on robi zdjęcia, skoro nic mu nie mryga, a rodzinne aparaciki mrygają, że aż jasno się robi przed oczami.
Stwierdzę jednak, że w świątyni najjaśniej nie było.
Minął jakiś czas, młodzi przyjechali z miodowego, zobaczyliśmy się więc,
żeby pochwalili się suwenirami.
Na początek poszły zdjęcia z urlopu. Śliczne widoczki i oni, zakochani.
Następnie ślub i wesele – najpierw przy tysiącach zdjęć z rodzinnych
aparacików. Co drugie rozmyte, to ciemne że nic nie widać lub błysk z flesza
przesłaniał cały obraz. Na deser wyciągnęli piękny skórzany klaser. Nie było
w nim tysiąca fotek, tylko kilkanaście, bądź kilkadziesiąt. Oglądanie jego nie było nudną drogą przez mękę.historię. Wszystkie nie za ciemne, nie za jasne, wyraźny pierwszy i drugi plan.
Wyraźne postacie.
Przeglądając ten album przypomniałem sobie dyskretnego fotografa,
robiącego zdjęcia z kącika, bez błysków i fleszy. Stwierdzam więc, że profesjonalna
fotografia ślubna, to zarówno trudne rzemiosło jak i odrobina sztuki.

 

 

Leave a Reply


This blog has been fine-tuned by WordPress Tweaks